Ballada będzie o tem, 

jak którejś tam niedzieli
podeszli do mych okien anieli.
Lakierki mieli czarne,
smokingi mieli złote
i chyba jeszcze na mnie ochotÄ™.
Ochota moi złoci,
to rzecz normalna zgoła,
lecz ta trafiła w locie anioła.

Mówią chodźmy razem do miasta,
jesteś przecież wirem niewiasta.
W mieście będzie ubaw i basta,
forsą chcemy trochę poszastać.
Mamy tego więcej niż trzeba,
za bilety lewe do nieba.
Tobie przecież się nie przelewa,
chociaż ciągle śpiewasz i śpiewasz.

Zgodziłam się nareszcie
i nieśli mnie na rękach
i grała mi na wietrze sukienka.
Aż księżyc się rozchmurzył,
zerkajÄ…c na to wszystko,
a ponoć jest on dużym artystą.
Artysta moje złotka,
to rzecz normalna zgoła,
lecz gorzej jeśli spotka anioła,
lecz gorzej jeśli spotka anioła.

Potem poszło już na całego
szampan, kawior, czardasz Montiego
Do grosika, do ostatniego
i do rana bieluteńkiego.
Wreszcie w parku świt nas obudził
i szaleństwo całe ostudził.
Pomyślałam nieźle wśród ludzi,
tu się nawet anioł nie nudzi.
Potem poszło już na całego
szampan, kawior, czardasz Montiego...









Płaczmy razem, wrogu mój,

nad niezgodą, wojną, złem.
Umierajmy, Boże mój,
z umarłymi, których żal.
Opadajmy, orle z gór,
gdy dziką gęś ugodzi strzał.

Zwyciężajmy z tymi co
pokonani w domach śpią.
Rozpalajmy ognie, gdy
wkoło zamieć, mróz i ziąb.
Nie tak czarne sÄ… te sny,
sny, które się gromadzie śnią.

Do nas tu, do nas hej.
Niech się w kamień przetoczy łza.
Do nas tu, do nas hej.
Wystroimy was, komu szal, komu pas
Dajmy chleba temu, kto
zapomina, żegna nas.
Otwierajmy na noc drzwi,
choć nie spieszy do nas gość.
Nawołujmy, nawet gdy
nie czeka nikt, by wołał ktoś

Do nas tu, do nas hej.
Niech się w kamień przetoczy łza.
Do nas tu, do nas hej.
Wystroimy was, komu szal, komu pas.
Płaczmy razem, wrogu mój,
nad niezgodą, wojną, złem.
Umierajmy, Boże mój,
z umarłymi, których żal.
Opadajmy, orle z gór,
gdy dziką gęś ugodzi strzał.